środa, 23 listopad 2016 09:35

Czy wiemy, co pijemy?

Zdrowie to temat w naszym życiu najważniejszy. Woda to element do życia niezbędny, ważne więc jest, by ta, którą spożywamy była dobrej jakości. Również ta z kranu. Czy faktycznie tak jest, ciężko stwierdzić, jedno jednak jest pewne. Większość społeczeństwa skarży się na kamień.

Oczywiście my też, a odkamienianie czajnika należy do czynności codziennych. Pytanie, co ze spożyciem? Szukałam, pytałam i często słyszałam, że kamień w wodzie nie stanowi zagrożenia dla naszego zdrowia, a naszym nerkom nic się nie stanie. Jeśli chodzi o wodę zimną, z której kamień jeszcze się nie wytrącił, OK, zgoda.



Ale jak widzę wodę przegotowaną, mętną, w której pływają kamienne płatki, odstawiam ad acta wszystkie te mundrości. 
Jakiś czas temu przejrzałam rynek filtrów do wody. Niestety, te naprawdę dobre swoje kosztują. Są też filtry węglowe, których jakiś czas nawet używaliśmy, konkretnie tych firmy Brita. Działały, ale zamiast obiecanego miesiąca zaledwie kilka dni, a później, zamiast usuwać kamień z wody, skutecznie usunęły pieniądze z naszego konta bankowego. Nawet zdjęć im nie zrobiłam.

Ale, jak to się mówi: "Na babę nie poradzisz!" :-) Więc wymyśliłam. Oto najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Filtry do kawy. To przez nie nalewamy gorącą wodę do kubka.



Po pierwszych dniach ich stosowania nie mogłam uwierzyć, ile kamienia się w nich zbiera. Masakra. Poniżej przykład po zrobieniu sześciu herbat.



A tutaj zbiórka z dwóch dni. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ta ilość kamienia miałaby przez nas przechodzić. 



Do tego jeszcze jedna zaleta. Teraz, gdy zalewamy napoje wodą niefiltrowaną, nie jesteśmy w stanie ich wypić. Smakują fatalnie, a kamień gilga w gardło. Fuj! Nigdy więcej!

I tym oto optymistycznym akcentem żegnam się z Wami. Do następnego posta :-)


Pozdrawiam,

Dział: Zdrowie co dnia
czwartek, 21 maj 2015 08:54

Odżywianie w wymiarze Multi Fit & Happy

Odchudzamy się. Decyzja zapadła. I właśnie wtedy wielu z nas popełnia kardynalny błąd przechodząc na super dietę. Ta, niestety, ma wiele wad i nieczęsto doprowadzi nas do upragnionego sukcesu, więc może lepiej pomyśleć o właściwej korekcie odżywiana. Dziś słów kilka właśnie o tym.

Jak prawidłowo komponować posiłki, cieszyć się ich smakiem i do tego schudnąć? A potem jeszcze przez długi czas cieszyć się wymarzonym, mniejszym rozmiarem? I zdrowiem? Podejdźmy do sprawy w punktach.

I. Znajdźmy i skorygujmy nasze błędy żywieniowe
Chcąc pożegnać nadwagę musimy przeanalizować, jak się odżywiamy, gdzie popełniamy błędy i te oczywiście wyeliminować, zmienić, tak dobrać posiłki, by mieć szansę na zgubienie nadwagi. Nie chodzi tu jednak o przestawianie się na dietę cud. Diety owocowe, rozdzielne, jednoskładnikowe, czy wysokobiałkowe mogą nam zaszkodzić. Zobaczmy sami, informacje są Tutaj

Dieta warzywna? Jeżeli już, to tylko jeden dzień.Dieta warzywna? Jeżeli już, to tylko jeden dzień.

 

II. Zmiany zamiast szoku
Zmieniając zwyczaje żywieniowe pamiętajmy, że w mniejszym lub większym stopniu zszokujemy tym nasz organizm. Im mocniej, tym gorzej dla nas, więc zróbmy to małymi kroczkami. Tak, dokładnie tak. W odchudzaniu niezbędna jest cierpliwość, w tydzień nie pożegnamy 10 kilogramów. Jeśli jeszcze do wczoraj każdego popołudnia zjadaliśmy tabliczkę czekolady, dziś zjedzmy pół, jutro troszkę mniej, pojutrze ćwierć etc aż dojdziemy do jednej kostki, tak dla własnej przyjemności.

III. Piramida odżywiania
Podstawą zdrowego odżywiania jest piramida żywieniowa. To właśnie ona powinna stać się podstawą do stworzenia naszych codziennych nawyków żywieniowych. Sami popatrzcie, nie ma tu wielkiej filozofii. Podstawa, to nie jeść za trzech.

Piramida żywienia pochodzi z trenerosobisty.net Moim zdaniem ta jest najlepsza.Piramida żywienia pochodzi z trenerosobisty.net Moim zdaniem ta jest najlepsza.


IV. Co konkretnie jeść
Dla mnie sprawa jest prosta, to, co zawsze jemy na śniadanie, obiad i kolację, tylko w innych proporcjach. Przy produktach mających opinię tuczących stosujemy zasadę JP - Jedz Połowę. W zamian zwiększamy ilość spożywanych owoców i warzyw. W tym obiadku odjęłabym trochę ziemniaków i zdecydowanie dodała brokuły. Potrójną porcję, poczwórną nawet.

Jak zmienilibyśmy proporcje?Jak zmienilibyśmy proporcje?

 

Warto też zapoznać się z produktami naturalnie spalającymi tłuszcz. Ulka, jeszcze raz wielkie dzięki za zamieszczenie tego plakatu w naszej grupie. Wielu z nas na pewno się przyda. Zapozanjmy się z nim koniecznie, będzie łatwiej :-)

Plakat pochodzi z portalu zszywka.plPlakat pochodzi z portalu zszywka.pl



V. Prawidłowy rozkład posiłków
Idealnie sprawdza się przysłowie:

Śniadanie jedz jak cesarz, obiad jak hrabia, a kolację jak żebrak.

Wielkim błędem jest eliminowanie śniadania, to bowiem jest podstawą całego naszego dnia. Trzy posiłki dziennie to oczywiście za mało, Dodajemy jeszcze co najmniej dwa, które często nazywane są przekąskami.

VI. Przed jedzeniem picie
Każdy już o tym słyszał i wielu z nas nienawidzi tego wiecznego zmuszania do szklanki wody wypitej zaraz przed posiłkiem. Ja też nienawidziłam. A teraz lubię, bo piję nie tylko wodę, ale i kawę lub herbatę. Ze spokojem, w trakcie przygotowywania jedzenia, a nie w pośpiechu, całą na raz, siedząc już przy stole. DZIAŁA!!!


VII. Jemy powolutku
Pewnie, że jemy powolutku. W końcu teraz produktów o opinii sycących jest trochę mniej, więc w normalnym tempie szybciej zjemy nasze danie, co może zrodzić przekonanie, że sie nie najadamy.

VIII. Nie sięgamy po produkty light
Często wcale nie są one niskokaloryczne. 
Czekolada light ma prawo nosić miano light ze względu na ograniczoną zawartość sacharozy. Tą zastąpiono jednak innymi słodzikami, a zawartość kalorii wcale się nie zmieniła.
W białkowych produktach light mamy do czynienia z podobną sytuacją. Tłuszcz zastąpiono związkami węglowodanów, a te podnoszą kaloryczność. Serdecznie dziękuję za takie odchudzanie. Biznesmeni tego świata normalnie robią nas w konia. Od zawsze najlepsza dla nas jest natura.

IX.Brak żelaznych zakazów
Ileż to razy mówiliśmy sobie: Żadnych słodyczy! albo Nie jem produktów mącznych!
Jak na złość to właśnie na te mamy często największą ochotę, bo ... nie wolno. A jak już zjemy, sami się na siebie wściekamy, bo znów nie poradziliśmy. Ile osób rzuciło wtedy odchudzanie w jasną choinkę, lepiej nie wiedzieć ;-) Wolno jeść wszystko, ale rozsądnie. 


X. Zachowajmy je na zawsze
Nowe zwyczaje żywieniowe, dzięki którym pozbywamy się nadmiaru tłuszczu. Gdy po zakończeniu diety wracamy do poprzedniego odżywiania, często dopada nas efekt jo - jo. A po co? Szkoda by było, nie uważacie?


Artykuł gotowy, więc lecę na małą przekąskę, dzisiaj jabłko i batonik z musli :-)

A w moim odchudzaniu wczoraj była mała dyspensa. Szpinak z mozarellą. Mniam, tak pysznego nie jadłam jeszcze nigdy i ... zjadłam wszystko, a nie tylko połowę. Za to dzisiejsze śniadanie było takie.

Chleb pełnoziarnisty z masłem, curcumą, ...Chleb pełnoziarnisty z masłem, curcumą, ... ... a do tego szynka, pomidor i papryka... a do tego szynka, pomidor i papryka


Pozdrawiam Was serdecznie,

sobota, 16 maj 2015 13:25

Zdrowia nie odchudzamy

Odchudzać się? Tak! Ale zdrowo. A nie wszyscy wiedzą, z jakimi przykrymi skutkami mogą wiązać się niektóre metody na szybką utratę wagi i jak bardzo mogą one pokomplikować nasze zdrowie. Albo dlaczego tak często występuje u nas efekt jo-jo. Dziś kilka słów właśnie o tym.

Dla wielu z nas odchudzanie składa się przede wszystkim z odpowiedniej diety i różnorodnych ćwiczeń. Ważnym jednak jest, by właśnie te dwa elementy najpierw porządnie sobie przemyśleć. Przecież naszym życiowym celem nie jest się rozchorować. A tak przy okazji, artykuł o celach TUTAJ.

Odżywianie

Chcemy schudnąć, więc automatycznie decydujemy albo drakońsko ograniczyć jedzenie, albo przejść na jakąś dietę. Sęk w tym, że z góry skazujemy się na niepowodzenie. Dlaczego?

  1. Po nagłym ograniczeniu pożywienia nasz organizm może doznać takiego szoku, że nie unikniemy zemdlenia. Przyznam, że mi samej się to kiedyś przytrafiło.
  2. Możemy też popaść w anemię, a ta często wymaga pobytu w szpitalu. Nie zazdroszczę nikomu, kto się tego dorobi.
  3. Sama dieta być może zadziała, schudniemy, ale w wielu przypadkach efekt jo-jo będzie nieunikniony. Po czasie wymuszonych przez nas ograniczeń, organizm sam upomni się o uzupełnienie strat. A że jesteśmy już po diecie, łatwo dopnie swego i to z nawiązką, tak na wszelki wypadek, gdyby znów nam odbiło. I co? Utyjemy tak, że przewyższymy wagę sprzed odchudzania.

Oczywiście wciąż słyszy się o cudownych dietach, dzięki którym schudniemy szybko i skutecznie. Dieta jednoskładnikowa, dieta owocowa, dieta wysokobiałkowa, dieta rozdzielna, dieta ... i tu jakieś nazwisko.

 

Nie dość, że po niemal każdej musimy liczyć się z powrotem wagi, to jeszcze diety te są po prostu niezdrowe. TUTAJ rewelacyjny artykuł, który wpadł mi ostatnio w ręce. Warto przejść przez wszystkie opisane w nim punkty. Zobaczymy wtedy, jak bardzo możemy sobie zaszkodzić.

Mnie przekonały dwie diety:

  1. Jedyna dieta, od której chudnę. Nazywa się bardzo niemedialnie: Cztery kilo w cztery dni. Nie wiem, czy faktycznie aż tyle się chudnie, bo najdłużej wytrzymałam tylko trzy, ale schudnąć schudłam. A o diecie tej raz już pisałam. Zajrzyjcie TUTAJ 
  2. Najstarsza i najskuteczniejsza dieta świata. Jej skrót to JP, a dosadniej ŻP. Co to oznacza? Jedz Połowę, a w brutalniejszej wersji Żryj Połowę. Jemy wszystko, nawet słodycze i tłuste mięcho, ale faktycznie połowę. Na początku można zmniejszyć porcję o jedną czwartą, by nie zszokować organizmu i z czasem dość do jednej drugiej. 

Gdy zaczynam odchudzanie, najpierw sięgam po pierwszą dietę, od której m.in. kurczy się żołądek, a potem przechodzę do drugiej. Kwadrans przed posiłkiem wypijam też szklankę wody albo herbaty. Wtedy szybciej się najadamy. Gwarantuję Wam, że z czasem nasze jedzenie połowy stanie się normą, która nieuchronnie poprowadzi do zakupu nowych, mniejszych ciuchów.

Gimnastyka

Niezależnie od tego, czy się odchudzamy, czy nie, ruch jest dla nas po prostu zdrowy. Ale z umiarem i mądrze dobrany. Jeśli od lat nie uprawiamy żadnego sportu, nie ma co porywać się z motyką na słońce i pierwszego dnia zafundować sobie dwie godziny joggingu albo skalpel z Ewą Chodakowską. Nie dość, że wszystko później boli, to jeszcze można zrobić sobie krzywdę. Dozujmy ruch, po tygodniu, max dwóch dopniemy swego.
Najpierw tylko tak,


a potem aż tak. Wygląda niewinnie, prawda? Sami spróbujcie. Bez przygotowania nie da rady.

 

Nie zapominajmy też, że tak naprawdę dieta i gimnastyka to tylko dwa z wielu składników odchudzania. A o tym opowiada artykuł MULTI Program Odchudzania.
 

I jeszcze kilka słów o tym, co dziś. Otóż dieta ŻP wspaniale zdaje u mnie egzamin. Na śniadanie były dwie łyżki jajecznicy i pół bułki z masłem, sałatą i szynką, do tego trochę papryki, rzodkiewki i pomidory. Potem kilka truskawek, jabłko i jeden mały batonik czekoladowy. Przed chwilą jogurt naturalny z miodem i owocami z puszki. Wieczorem grillujemy i też zjem tylko połowę tego, so zawsze. 

Byłam też z dziećmi porzucać i poodbijać piłkę, trochę pobiegaliśmy, a jak skończę prace domowe, skocze sobie na pół godzinki joggingu. 

Pozdrawiam Was serdecznie,

środa, 28 styczeń 2015 08:46

Wietrzymy nawet zimą

Od setek lat wiadomo, jak ważne dla naszego zdrowia jest świeże powietrze. Latem nie ma z nim kłopotu, chętnie otwieramy okna, często wychodzimy z domu, ale co zimą? Siedzimy opatuleni w koc w szczelnie pozamykanym domu i sobie szkodzimy, nawet nie wiedząc, jak łatwo tego uniknąć.

Każdy lubi, gdy w jego domu ładnie i świeżo pachnie, gdy wypełniony jest zdrowym powietrzem. Niestety, zimą często bywa inaczej. Niska temperatura, wilgoć i wiatr sprawiają, że rzadziej wietrzymy i taki widok, jak na zdjęciu należy do rzadkości, a to spory błąd.

 

Po pierwsze, gdy wrócimy do domu z długiego spaceru, często sami stwierdzimy, że jakoś tak dziwnie u nas pachnie. Druga sprawa to nasze zdrowie, które w takich warunkach narażone jest na niebezpieczeństwo. Dlaczego? Krótko napiszę, co o tym wiem.

Wilgoć
Zbiera jej się w domu całe mnóstwo. Nieustannie paruje wszystko, co zawiera w sobie wodę, również my sami. Parując i oddychając człowiek w ciągu doby przekazuje do otoczenia nawet do 2 litrów wody. To górna granica, średnio mówimy tu o poziomie od 1 do 1,5 litra. Wiedząc, ile godzin spędzamy w domu, możemy wyliczyć, ile wilgoci w nim pozostawiamy. Do tego gotujemy, pierzemy, suszymy pranie i sprzątamy. W sumie wszystko to byłoby nawet wskazane, gdyż zimowe powietrze jest tak suche, że często je nawilżamy. Racja, ALE, nam chodzi o świeże powietrze i świeżą wilgoć, a nie taką z całego dnia, przerobioną, "przefermentowaną", śmierdzącą i pełną różnego rodzaju świństw.

Zanieczyszczenia
Pod tym terminem ukrywa się wszystko, co chętnie rozwija się w wilgotnym, nienapowietrzonym otoczeniu. Uwaga, całe tego mnóstwo: bakterie, pierwotniaki, roztocza, grzyby, pleśń, czy zgnilizna. Nie jestem specjalistą ani w dziedzinie wietrzenia i wentylacji, ani biologii, czy medycyny i więcej paskudztw z marszu nie wymienię, tak czy siak, te powyżej na pewno nam wystarczą. Bez uprzednich konsultacji nie odważę się też podjąć tematu, jak konkretnie mogą nam zaszkodzić wymienione elementy, poza tym, że powodują reakcje alergiczne lub różnego rodzaju infekcje. Uważam, że powodem jesienno - zimowych chorób jest nie tylko pogoda, ale też brak wietrzenia. Śpimy potem w tym świństwie i dziwimy się, że znów coś nas dopadło. A wystarczy porządnie wywietrzyć.

WIETRZENIE
Specjaliści są zdania, że każde domostwo należy wywietrzyć co najmniej dwa razy na dobę. Co najmniej, ze wskazaniem na trzy razy. Tu pojawia się pytanie, jak wietrzyć. Czy wystarczy otworzyć na kwadrans okno? Jak już się wszyscy domyślamy, nie, to nie wystarczy. Latem najlepiej pootwierać tyle okien, ile można, normalnie, czy uchylnie, skoro i tak długo są otwarte, nie ma to znaczenia.

JAK WIETRZYĆ ZIMĄ
Ano właśnie, zimą trochę z tym gorzej, bo marzniemy. Tu jednak pamiętajmy, że świeże powietrze, poza tym, że dobrze na nas wpływa, również łatwiej się nagrzewa. Zimą wietrzmy nasze domostwo trzy razy na dobę. Rano warto pootwierać okna na oścież, najlepiej w każdym pomieszczeniu i zrobić tym samym przewiew. To wyciągnie z naszego mieszkania, czy domu powstałe w nocy paskudztwa. Kto spieszy się do pracy i nie ma czasu na takie działania, zajmuje się sprawą po powrocie do domu. Drugie wietrzenie zarządzamy po obiedzie. Tu opuszcza nas para wodna powstała przy gotowaniu i towarzyszące mu zapachy. To właśnie one, tak wspaniale wilgotne, wnikają we wszystko, w co się da i po czasie, pomieszane wszystkie razem, śmierdzą przeokrutnie. Ostatnie wietrzenie ma miejsce wieczorem i dotyczy przede wszystkim naszych sypialń, nie chcemy przecież spać w, przepraszam, syfie. Nie odkryję też Ameryki, jeśli napiszą, że najzdrowszym na świecie jest spanie przy otwartym oknie. 

Przed otwarciem okien wyłączamy ogrzewanie, by podczas oziębienia powietrza nie pracowało na pełną parę, a ciepło nie wylatywało nam wraz z przewiewem  na zewnątrz. Po zamknięciu okien rozkręcamy grzejniki i do następnego razu o wietrzeniu po prostu zapominamy.

Jeszcze uwaga dotycząca uchylnego otwierania okien, wielu fachowców uważa bowiem, że z wietrzeniem nie ma ono nic wspólnego, za to z wychładzaniem domostwa jak najbardziej.


Ja natomiast jestem innego zdania. W bardzo zimne dni, wietrząc, otwieram z domu wszystkie okna, właśnie uchylnie, unikam dzięki temu bardzo szybkiego wyziębienia się powietrza, a że zawsze stworzę przez to przeciąg, we wszystkich pomieszczeniach zagości świeże powietrze. Ponadto cała moja rodzina zimą chętnie śpi przy oknie otwartym uchylnie. Gdy później wchodzimy do sypialni, nie atakuje nas ciężki, nocny zapach, a przecież dokładnie o to chodzi.

Na zakończenie powiem Wam, że całą zimę pilnie wietrzę nasz domeczek. Pięknie w nim pachnie, a my, co najważniejsze, jak na razie jesteśmy zdrowi, czego wszystkim życzymy.

Cudnej środy, pozdrawiam serdecznie,

Dział: Zdrowie co dnia
poniedziałek, 19 styczeń 2015 10:35

Leczo - pyszne i multi zdrowe

Pytacie, co dziś na obiad? Leczo, odpowiadam. To prosty, łatwy i szybki przepis na przepyszne danie, które u nas jedzą wszyscy. W dodatku dobór składników jest dobrowolny, a gama szeroka. U nas dziś baaardzo zdrowa wersja tego specjału. I pyszna :-)

Dalsze wstępy sobie podarujemy i od razu przejdziemy do sprawy.

LECZO - pyszne i multi zdrowe

Składniki - nie wymagają ani ważenia, ani sztywnych proporcji
2 kiełbasy lub wędlina, szynka, czy parówki, patrzymy, co jest w lodówce
1 cebula
papryka
pomidory
ogórki (u nas korniszony, ale kwaszone też mogą być)
sól, pieprz, papryka
nasiona słonecznika i siemienia lnianego. Solo nasze Trojaczki ich nie ruszą, a w leczo bardzo chętnie. Samo zdrowie.


Przygotowanie - bez komplikacji
Cebulkę kroimy w kostkę i podsmażamy, dodajemy pokrojoną w półplasterki kiełbasę i dalej podsmażamy. W tym czasie kroimy w kostkę resztę warzyw, wrzucamy do garnka i podduszamy na średnim ogniu lub mocy płyty. Po kilku minutach próbujemy i dodajemy przyprawy. Warto wykonać działania właśnie w tej kolejności, by nie przesolić. Dzisiejsze wędliny zawierają takie ilości soli, którą potem przekazują do gotowanej potrawy, że czasem w ogóle nie trzeba już solić. Teraz do leczo dodajemy nasiona słonecznika oraz siemienia lnianego i gotujemy na małym ogniu jakieś pięć minut.


Ryż wstawiamy odpowiednio wcześniej, w zależności od czasu gotowania podanego na opakowaniu. Gdy dojdzie, to już tylko poezja.

Smacznego.


I jeszcze zbliżenie :-)


Życzymy Wam udanego tygodnia.

Pozdrawiam,

Dział: Obiadkowo
środa, 31 grudzień 2014 11:10

Precz z Nowego Roku :-)

Do Nowego Roku pozostało jeszcze tylko kilka godzin. Myślę, że warto zastanowić się, co najbardziej przeszkadzało nam w starym i raz na zawsze wyrzucić to z naszego życia. Sylwestrowa noc to super początek. Zobaczmy, jak się za to zabrać, a rzecz to nietrudna. Wiem, bo sposób już wykorzystywałam.

Wielu ludzi często rozważa, co by ich najbardziej uszczęśliwiło i jak do tego dojść. Dziś popatrzmy na sprawę z drugiej strony. Odnajdźmy to, co nas najbardziej unieszczęśliwia, co nam przeszkadza i w Nowym Roku wyeliminujmy to z naszego życia. Jak zacząć? To proste.
Napiszmy na dużej kartce papieru to wstrętne słowo: samotność, bezrobocie, choroba, bezpłodność, bieda, pamiętajmy, tylko jedno, to najgorsze i w sylwestrową noc, o północy spalmy.

 

Do tego zakodujmy sobie w głowie, że właśnie tego pozbędziemy się z nadchodzącym roku i myślmy o tym codziennie, nawet kilka. Nie, że nam przeszkadza, tylko, że zniknie raz na zawsze. A kto nie da rady spalić kanalii w sylwestrową noc o północy, może jeszcze nadgonić, bo ma na to cały pierwszy dzień Nowego Roku 2015.

DRODZY MOI
W OSTATNI DZIEŃ GRUDNIA ŻYCZĘ WAM DUŻO ZDROWIA I SZCZĘŚCIA - NIBY BANALNE, A JEDNAK NAJWAŻNIEJSZE - ORAZ BYSCIE POZBYLI SIE TEGO WSTRĘTNEGO CZEGOŚ, KTÓRE SPALIMY DZIŚ O PÓŁNOCY. RUSZAJMY W NOWY ROK 2015 :-)

PS
Ja też dziś coś spalę. A co, powiem wam w styczniu ;-)

Pozdrawiam serdecznie,

piątek, 25 lipiec 2014 08:15

Żel do USG konieczny w apteczce

W trosce o nasze zdrowie biegamy po aptekach, zielarniach, czarodziejach w poszukiwaniu niezawodnych i skutecznych specyfików przeciw wszelkim chorobom. Znajdujemy, albo i nie, różnie bywa. A często zapominamy, że najprostsze rozwiązania bywają najlepsze.

Dziś gorąco polecam  Wam żel do USG. Pomocny w wielu trudnych, zdrowotnych sytuacjach, szczególnie, jeśli przechowujemy go w lodówce, do kupienia w kazdej aptece, dostępny bez recepty i tani.

Żel do USG odkryłam za czasów ciąży, kiedy to, z Trojaczkami w brzuszku cierpiałam na cholestazę ciążową. Samą chorobę zostawimy dziś w spokoju, ważne jest jedynie to, że najbardziej upierdliwym objawem jest swędzenie. Wszystkiego i ciągle. Swędziało i mnie, poza brzuchem.

 

- To musi być żel do USG. - mówiłam mojemu Bossowi - Smarują mnie nim 8 razy dziennie, na przemian przy USG i CTG.
Dalsze doświadczenia, od tamtego czasu, aż do teraz pokazują, że miałam rację. Już wtedy żel do USG na stałe zamieszkał w naszej apteczce, a konkretnie w lodówce na wypadek:

  • wszelkiego swędzenia,
  • ukąszeń wszelkich owadów (UWAGA!!! Nie mam zdania w przypadkach alergicznych)
  • poparzeń słonecznych
  • poparzeń w gospodarstwie domowym i przy pracy - tutaj link
  • podniesionej temperatury ciała, pomaga więc i przy chorobach
  • super sprawa na krosty przy ospie wietrznej. Nie swędzą i nie pozostawiają żadnych śladów, przynajmniej u mnie.
  • silnych uderzeń, szczególnie u dzieci (okłady chłodzące też są super, jednak nasze Trojaczki zawsze rozmazują żel albo coś nim rysują i przestają myśleć o bólu)

Żel do USG to nic innego, jak zżelowana woda, nie zostawia więc żadnych plam. Ma długą przydatność do użycia, choć jakoś nie mogę sobie wyobrazić, by przeterminowany nam zaszkodził. Ważną zaletą jest też jego cena, oczywiście najniższa w grupie środków o podobnym działaniu. Może dlatego apteki niechętnie go sprzedają i często pytają, do czego jest mi potrzebny. A ja zawsze kupuję "dla sąsiadki", wcale przy tym nie kłamiąc. Ona też się przekonała, więc biorę dwa. Dodam jeszcze, że Żel do USG towarzyszy nam w każdej podróży, zabieram go również nad jezioro i na wypady do lasu w razie, gdyby nas coś ukąsiło.

 

W kolejnych kilku artykułach znajdziecie dokładniejsze opisy, jak stosujemy żel do USG. Oczywiście, jako wielka fanka fotografowania niemal wszystkiego, porobiłam kilka zdjęć. Zakup żelu do USG polecam Wam gorąco życząc jednocześnie, byśmy nigdy nie musieli go użyć. Ale wiecie, strzeżonego Pan Bóg strzeże :-)

Pozdrawiam,

 

Dział: Zdrowie co dnia
środa, 23 lipiec 2014 16:35

Kompot zamiast soku

U nas w tym roku sok z kartonika zszedł na drugi plan. Zastąpił go kompot, najlepiej z jabłek, taki trochę podrasowany, choć i innymi nasze Trojaczki nie pogardzą. Fajnie, bo to dużo zdrowszy napój, a do tego wiem, co w nim siedzi. No, prawie ;-)

Tak, soki z kartonika to wygodne rozwiązanie, bo się żadna MultiLady nie narobi. Do szklanki i po krzyku. A że w sokach tkwi fura cukru, my, dbając o zdrowie, pijemy je pół na pół z wodą. Jednak w tym roku o wiele mniej. Króluje kompot. Każdy, ale najlepiej jabłkowy, z rodzynkami, sokiem z cytryny, miętą i odrobiną cukru.

 
Z miodem, niestety nie smakuje. Szkoda. Ale dobre i to, bo prawie wiem, co w naszym kompocie siedzi. Przynajmniej w liściach mięty - osobiście zasianej i jabłkach, w większości od sąsiadki :-) A niepewność dotyczącą cukru, rodzynek i wody dzieci i my musimy przełknąć razem z kompotem :-) Tak, czy siak, polecamy. Pycha!

Pozdrawiam,

Dział: Desery
niedziela, 11 czerwiec 2017 14:53

Truskawka w czterech odsłonach

Ach, truskawki to sama woda, mawia wiele osób. Jak myślicie, zgadza się? Nie, nie zgadza. Te owoce mają bowiem pozytywny wpływ aż na cztery dziedziny naszego życia. Któż by się spodziewał, że są takie multi funkcjonalne? A jednak.

Gdy tylko zaczyna się sezon na truskawki, nasza pani pediatra konsekwentnie zachęca do ich jedzenia.
- Jeśli dbacie o wasze zdrowie, to jedzcie. - mawia.
Ostatnio wgryzłam się w temat i odkryłam, dlaczego. Najpierw zobaczmy, co kryje w sobie ten niezwykły owoc, a zaraz potem truskawka wystąpi u nas w czterech odsłonach. Zdradzę Wam również, że pomocne ludziom są nie tylko owoce, ale również truskawkowe kwiaty i liście.

 

Aż trudno uwierzyć, co zawierają w sobie truskawki.
Beta-karoten, białko, błonnik, błonnik rozpuszczalny zwany pektynami, bromelina, fitocydy, kwas foliowy, węglowodany, plus cała gama minerałów: cynk, fosfor, magnez, mangan, potas, sód, wapń, żelazo oraz witaminy A, B1, B2, B3 (PP), B6, C, E. 

I odsłona - NASZA UZDROWICIELKA

Jak łatwo się domyśleć, truskawki mają pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Zobaczmy, na co mają dobroczynny wpływ.

Serce i układ krwionośny
Otóż truskawki obniżają poziom cholesterolu i ciśnienie tętnicze, co ma dobroczynny wpływ na nasze serce i cały układ krwionośny. Powstrzymują też wchłanianie tłuszczów, co ogranicza wzrost poziomu cukru we krwi. Dodatkowo poprawiają też jej wartości i sprzyjają dotlenieniu.

Wątroba, nerki plus oczyszczanie organizmu
Truskawki są żółciopędne, dzięki czemu stymulują pracę wątroby, jak również moczopędne, co ma dobroczynny wpływ na działanie nerek. Dodatkowo obniżają kwasowość moczu. Podobnie, jak czosnek i cebula posiadają właściwości odkażające i bakteriobójcze co sprawia, że oczyszczają nasz organizm. Dzięki tym właściwością truskawki mogą być pomocne przy takich schorzeniach, jak zapalenie jamy ustnej.

Przemiana materii
Zawarte w truskawkach pektyny i kwasy organiczne pobudzają pracę jelit i regulują trawienie, oczyszczają jelita z resztek pokarmu poprawiając też naturalną florę bakteryjną, a wszystko to przyspiesza przemianę materii.

Wzmocnienie organizmu
Ze względu na zawartość żelaza truskawki pomagają w walce z anemią, a dzięki swemu dobroczynnemu wpływowi na krew są też polecane dla kobiet cierpiących na obfite krwawienia menstruacyjne. Zawarte w truskawkach minerały poprawiają stan naszych zębów, układu kostnego i mięśniowego. 

Przeziębienie
Same truskawki odkażają nasz organizm, więc już z tego powodu warto je spożywać, gdy powali nas przeziębienie. Dodatkowo dobroczynne działanie ma również napar z kwiatów truskawek.

Odkażanie ran
Tu wspaniale działają umyte i rozgrzane liście truskawek, które przykładamy na rany.

 

II odsłona - TRUSKAWKA PRZYJACIÓŁKĄ URODY

Drodzy Państwo, dzięki truskawkom można wypięknieć. Zawarte w nich substancje mają cudowny wprost wpływ na kondycję naszej skóry, którą uelastyczniają oraz nawilżają od wewnątrz. Tak sobie myślę, że może i znienawidzone zmarszczki odrobinkę znikną. Wszyscy też wiedzą, że owoce te poprawiają stan naszych włosów i wzmacniają paznokcie, a stosowane od lat maseczki z truskawek wygładzają i nawilżają cerę. Do tego dochodzą usta. Truskawki pogłębiają ich czerwień, nawilżają oraz redukują pęknięcia. Właściwie truskawki same w sobie są pięknym owocem, więc nic dziwnego, że są multi przyjaciółką urody. 

 

III odsłona -  TRUSKAWKI ODCHUDZAJĄ

Już w pierwszej odsłonie pisaliśmy, że truskawki oczyszczają organizm z resztek pokarmu, pobudzają pracę jelit i przemianę materii, wspierają więc odchudzanie. Biorąc pod uwagę ich niską kaloryczność, tylko ok. 30 kalorii na 100 gram można jeść je bez ograniczeń. Nie "w zasadzie bez ograniczeń" albo "właściwie bez ograniczeń". NIE. Truskawki można jeść bez ograniczeń. Szczególnie, że...


IV odsłona -  TRUSKAWKI SĄ PO PROSTU MULTI PYSZNE

Drodzy Państwo, tu nie trzeba się rozpisywać. Za to jeść jak najbardziej. Truskawki solo, z jogurtem, bitą śmietaną, koktajl truskawkowy, mus truskawkowy, tirami su z truskawkami, ciasta, torty i rolady w tysiącach wersji. Mniam i smacznego.

A z informacji dodatkowych.

Truskawek powinni się wystrzegać tylko ci, którzy mają na nie alergię. Nawet cukrzycy mogą zapodać sobie niewielką porcję dziennie.

Truskawek nie powinniśmy też popijać niczym zimnym. Niektórzy lekarze mówią, że to nieprawda, ja jednak nie zapomnę nocy po miseczce truskawek popitych zimną lemoniadą. Pozwólcie, że nie będę wchodzić w szczegóły.

Przed spożyciem truskawki, koniecznie w szypułkami, myjemy pod bieżącą wodą. Nie moczymy ich, owoc tego nie lubi i szybko nam skapcieje. Truskawki szybko tracę swoje wartości, tak odżywcze, jak smakowe, więc nie ma co czekać na ich zjedzenie. Im prędzej od zebrania, tym lepiej. A najlepiej rano, gdy przyswajalność wartości odżywczych przez nasz organizm jest najwyższa i na pusty żołądek.

Ludzie kochani, możemy tylko żałować, że truskawki są owocem sezonowym, trudnym w przechowywaniu. Jaka szkoda, że nie można ich jeść przez cały rok. Nawet nie wiedziałam, że tyle o nich wiem. Przyznam jednak, że przed napisaniem tego artykułu nie wszystkie informacje miałam w głowie. Bardzo pomocnym stał się artykuł zamieszczony na doz.pl W ogóle fajna strona, godna tak odwiedzania, jak polecania. W kwestii truskawek mam jeszcze kilka pytań, a odpowiedzi brak, może specjaliści z Doz będą w tej kwestii pomocni. Zobaczymy.

Pozdrawiam Was truskawkowo,

Dział: Zdrowie co dnia
środa, 16 kwiecień 2014 15:34

Woda utleniona - moja dobrodziejka

Wodę utlenioną używamy przede wszystkim do dezynfekcji ran oraz jako odplamiacz. Wielu zapomina o jej wspaniałym działaniu uzdrawiającym. Miałam okazję tak o nim usłyszeć, jak i na własnej skórze przekonać się, że działa. Mam nadzieję, że nie tylko w moim przypadku. A dowiedziałam się przez przypadek.

- Witam nowego sąsiada. - mój tato wyciągnął rękę do mężczyzny, który tydzień temu wprowadził się obok - Jak tam zdrowie?
- A dzień dobry, dzień dobry. - odpowiedział tamten - Teraz już dobrze, panie sąsiedzie, ale jeszcze parę miesięcy temu myślałem, że nie dożyję do Wielkanocy. A tutaj, niech pan patrzy, już czerwiec.
- A co pana tak zmogło, jeśli mogę zapytać?
- Rak, proszę pana, wstrętny rak płuc. Jak w zeszłym roku zdechł mi pies, nawet dołu nie mogłem dla niego wykopać. Normalnie słaniałem się na nogach.
- I co chemia? - pytał tata.
- Na początku tak. A potem przeczytałem w gazecie, że wszelkie bakterie, zarazki, również komórki rakowe najlepiej rozwijają się w środowisku beztlenowym. By je pokonać, trzeba organizm natlenić. 
- A tak, słyszałem. - odparł tata - Robią to w niektórych szpitalach. Tylko ponoć droga impreza, więc tylko w kilku i naczekać się trzeba.
- Ale, kochany, jakie tam szpitale. Sam się natleniłem. Wodą utlenioną!
- Że co proszę?
- Ano tak. Kuracja trwa dziesięć dni. Pierwszego dnia dodajemy do szklanki wody mineralnej jedną kroplę, drugiego dwie, trzeciego trzy i tak aż do dziesięciu. Potem tydzień przerwy i od nowa. To samo natlenienie i dezynfekcja od środka. Stosuję to do dziś i patrz pan, jaki ze mnie chłop. 
- No właśnie widzę i serdecznie panu gratuluje. A o metodzie muszę powiedzieć córce, sama ma trochę kłopotów ze zdrowiem. Życzę miłego dnia.
- A wzajemnie sąsiedzie. Do widzenia.

Nie należę do najzdrowszych ludzi świata i za powyższą informację jestem niezmiernie wdzięczna, tacie, sąsiadowi, Bogu, opatrzności i komukolwiek, kto przyczynił się do jej rozpowszechnienia. O wodę utlenioną pytałam lekarzy, szukałam też w Internecie. Cóż, medyczny świat nie był zachwycony moim pomysłem, bo metoda faktycznie działa, a śladowe ilości zarabia na niej tylko producent "leku". Co usłyszałam?
- Jak pani chce, niech pani sobie pije. Tylko proszę przestać, gdyby piekł panią przełyk.
I to wszystko.
Za to w Internecie znalazłam sporo informacji, w większości bardzo fachowych, które studiowałam przez kilka wieczorów. Faktycznie, im więcej tlenu w naszym organizmie, tym mniejsze ryzyko zapadnięcia na wiele chorób i większe prawdopodobieństwo wyleczenia tych, na które cierpimy. W efekcie nie mamy nic do stracenia, więc spróbowałam i ja. Niestety, na początku źle się czułam, było mi niedobrze, bolała mnie głowa, byłam zmęczona. Okazało się, że w zakresie terapii wodą utlenioną przeoczyłam ważną informację. Wolno zażywać ją z wodą mineralną (najlepiej niegazowaną) na godzinę przed posiłkiem lub w trzy godziny po posiłku. A nie byle kiedy, jak robiłam to ja. Gdy dostosowałam się do tej zasady wszelkie dolegliwości przeszły, a powoli wróciło zdrowie. Na początku brałam wodę utlenioną tak, jak sąsiad taty. Teraz, codziennie rano, na czczo dziesięć kropli dodanych do wody mineralnej, po dwóch tygodniach przerwa (też dwa tygodnie), a potem od nowa. I co? Wyniki rewelacyjne, a ja czuję się jak młody Bóg. Nawet, jeśli utleniony :-)

Zdrowe pozdrowienia Wam ślę,

Dział: Zdrowie co dnia
Strona 1 z 2

Styl życia - TOP 5

  • A bombki wciąż wiszą

    A bombki wciąż wiszą

    Są zwyczaje i tradycje znane na całym świecie, są regionalne, popularne tylko na danym obszarze,...

  • Boso, ale w ostrogach

    Boso, ale w ostrogach

    Czasami przeglądamy magazyny o bogaczach i zastanawiamy się, skąd mają aż tyle pieniędzy. Aktorzy,...

  • Prezent na ... urodziny

    Prezent na ... urodziny

    Święta Bożego Narodzenia już niedługo, ale to wcale nie o nich, tylko o prezencie urodzinowym, imieninowym...

  • Pomysł na prezent

    Pomysł na prezent

    Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej i znów pojawia się jeden malutki problem. Jakie prezenty...

  • Ognisko wielkanocne

    Ognisko wielkanocne

    Wiele krajów w Święta Zmartwychwstania Pańskiego celebruje różnorodne obrzędy. Jedną ze starych,...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next