wtorek, 11 październik 2016 08:47

Miłośnik płazów i gadów

Nie trzeba niczego robić z rozmachem, wystarczy, że zrobimy coś z pasją. Jeśli pokażemy to światu, zostaniemy zauważeni. Tak właśnie było w Oberammergau, alpejskim miasteczku na południu Niemiec. To tu mieszka miłośnik płazów i gadów, który do swej pasji podchodzi z zaangażowaniem i namiętnością.

Dom Płazów i Gadów w Oberammergau znaleźliśmy w Internecie. Pogoda była marna, lało, wiało, więc z chodzenia po górach nici. Trudno, pojechaliśmy oglądać jaszczurki i żaby. W pierwszej chwili, gdy zobaczyliśmy podwórko z małym parkingiem i dom mieszkalny ozdobiony szyldem Reptilienhaus byliśmy lekko zaskoczeni. 



Wewnątrz również, ale tylko na początku. Wystawa pana Thomasa Lücke, choć mieści się w dwóch pokojach i łączącym je przejściu, jest godna polecenia. Zobaczyć możemy tu zwierzęta w całego świata, a co najważniejsze, faktycznie je widzimy. Terraria są bowiem tak przygotowane, że mieszkające w nim eksponaty niemal zawsze są widoczne.

Od razu zauważa się, że miejsce nie pachnie komercją. Pan Thomas Lücke jest miłośnikiem płazów i gadów od dziesięcioleci. Chętnie opowiada o swoich zwierzętach, o ich zachowaniu, charakterach, narodzinach i śmierci.

 

Pan Thomas LückePan Thomas Lücke



Swoje zbiory pielęgnuje z sercem i zaangażowaniem, co da się wyczuć na każdym kroku. Choć wielokrotnie widzieliśmy już którąś z jaszczurek, wciąż wracaliśmy, by jeszcze popatrzeć.

Podobały nam się dokładne informacje o oglądanych zwierzętach i opowieści ich właściciela. Na pożegnanie dzieci dostały w prezencie skóry zrzucone przez węże. Ach, cóż to była za atrakcja. I kot od lat towarzyszący wszystkim zwiedzającym.



Jak będziecie w Oberammergau, koniecznie odwiedźcie Reptilien Haus. Warto!


Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Nasi Pasjonaci
niedziela, 13 grudzień 2015 22:06

Adwentowe foto

Adwentowo jest, to fakt, śnieżnie ani trochę, a mimo to wielu kręci się z aparatem w ręce. Fotografia, pasja wielu z nas. Grudzień, przedświąteczny czas daje spore pole do fotograficznego popisu, szczególnie, kiedy testuje się nowe możliwości techniczne. A potem pozostaje pytanie: Chcemy je, czy nie?

Kiermasz adwentowy. Wieczorowa pora, ciemno, światełka, świece i aparat fotograficzny w dłoni. Aż prosi się, by popstrykać kilka fotek. Zobaczcie, jaki mamy efekt.


A teraz czekamy na śnieg. Jak myślicie, kiedy spadnie?


Wspaniałego tygodnia, pozdrawiam,

niedziela, 14 czerwiec 2015 20:51

Kiting - moja pasja w poczekalni

W życiu warto spróbować prawie wszystkiego. Czy nam się później spodoba, to inna sprawa, za to na pewno nie będziemy żyć w niepewności. W taki sposób zyskałam kilka fantastycznych multi pasji. Kiting wskoczył na listę próbną przez przypadek. Czy do pasji dołączy, zobaczymy.

Parę lat temu byliśmy na wakacjach w Chorwacji. Jeszcze w czerwcu, przed sezonem, raj, po prostu multi raj. W miejscowości Nin jest piękna, piaszczysta plaża i to właśnie tam można spotkać fanów kiting - u. Nie musiałam długo się przyglądać, by obudziło się we mnie pragnienie stanięcia na desce, pędzenia po falach i wzbijania się w powietrze.


Szczególnie wpadł mi w oko kiter, którego widzicie na zdjęciach. Przede wszystkim ze względu na obopólne zrozumienie, chciałam go fotografować, a on, nie mając nic przeciwko temu urządził dla mnie wspaniały pokaz.

Gdyby tylko mógł, przejechałby mi po palcach. W każdym jego ruchu była pasja. Nie musiał myśleć o perfekcji, o pozach w czasie lotów, o wymyślnych obrotach. Kiting był jego sercu, a on był pasją samą w sobie. Stałam, siedziałam albo leżałam na brzegu i fotografowałam, jak opętana.

Gdy przepływał koło mnie, krzyczałam z emocji, ...


... podskakiwałam, gdy wznosił się w powietrze ...


i kucałam, gdy opadał na fale.


Zaraził mnie kitingiem. Na następnych wakacjach zapisałam się do szkółki kiting – u, ale byłam tylko dwa razy, bo, nie uwierzycie, nie było wiatru. Nie mam nawet żadnego zdjęcia.
A potem przyszła kolej na inne odkrycia, więc kiting czeka. I wiem, że się doczeka.

Życzę Wam wspaniałego tygodnia.

Pozdrawiam,

Dział: Sportowo żyć
czwartek, 04 czerwiec 2015 13:41

Tenis w Boże Ciało

Życie ucieka, czasu nam nie przybędzie, jeśli już, to odwrotnie, więc jeśli o czymś marzymy, należy tego dokonać. Potem może być za późno. Osobiście zawsze chciałam nauczyć się grać w tenisa. Plan czekał i czekał, aż się zabrałam. Gram, niestety, jeszcze tak sobie, ale gram. A termin MultiLady chyba jednak do mnie pasuje.

Upał, jakby samo piekło na ziemię spadło, więc w ciągu dnia to ty sobie, człowieku, nie pograsz. Ale rano, zanim słońce stanie wysoko na niebie to i owszem. Wstałam wcześnie i wraz z koleżanką poszłam na trening. Dwie pasjonatki, które wiedzą, co to pasja. Po godzinie spokojnej gry odpuściłyśmy, uciekł nam cień. Ale radość była. I to jaka! Dałyśmy radę, w dodatku nasze odbijanie piłeczki wyglądało już na grę w tenisa. O, taka byłam zadowolona.


Do tego jeszcze trochę "wizualizacji", tak dla kontroli. Pozycja do forhand - u wprawdzie jeszcze do poprawy, ale już do zaakceptowania, TYLKO TE UDA


Mela, dzięki za takie właśnie zdjęcie, przyjrzałam się i dziś definitywnie zaliczę skalpel z Ewką. 

Motywacja na całego! Zarażam nią i Was.

A do tego pasją działania :-)

Miłego święta, pozdrawiam,

Dział: Sportowo żyć
środa, 04 luty 2015 10:40

Zimowy poranek przez obiektyw

Zima, spacer i zdjęcia to moja pasja trzy w jednym. W dodatku nie tylko moja, wielu, tak znajomych, jak nieznajomych chętnie wybiera się zimą na spacer z aparatem fotograficznym w ręce, tak, jak ja, o różnych porach. Dzisiaj zobaczymy, jak budzi się zimowy dzień. 

Zimno było, że hej, - 12 stopni, a mimo to nie mogłam się opanować. Grubo ubrana chodziłam po polach, a potem i po wsi i podziwiałam, jak budzi się zimowy dzień. Popatrzcie.

Zimowy dzień wstaje na różowo.


Mgła o temperaturze minus dziesięciu stopni jednak coś  w sobie ma.


Pod śniegiem nawet powykrzywiane drzewa mają swój urok.


We wschodzącym słońcu różowieją nawet czarne, bezlistne gałęzie.


Gra światło i cień.


Zimowe, poranne barwy, cienie, śnieżna struktura na dachu domu. Po prostu pięknie.


Moje ulubione serduszko, dziś w zimowej wersji.


A pod zegarem pasek śniegu.


Po prostu zima.


Kolejna zabawa światłem i cieniem.


- A co Ty tu stoisz jak taki kołek w płocie?
- Kołek, czy nie kołek, ale zawsze w czapce :-)


Tak, czapka tej zimy to obowiązkowy eksponat, przynajmniej u nas. A jak tam u Was?

Pozdrawiam serdecznie,

poniedziałek, 03 listopad 2014 20:14

Z pasją spełniłam marzenie

Życie jest za krótkie, by przeżyć je nudno, biernie, nic nie robiąc i nie marząc. Marzenia nie są po to, by tylko je mieć. Są po to, by je spełniać, cieszyć się tym jak dziecko i by tworzyć następne. Spełniajmy je, osiągajmy nasze cele, tylko wtedy poczujemy się naprawdę spełnieni.

Mam wiele marzeń. Niektóre z nich mają swoją hierarchię, inne po prostu są. Bywa, że któreś nagle sobie stworzę i spełnię prawie od razu, albo zupełnie inaczej, coś czeka latami, by ujrzeć światło dzienne. Tak było z wind surfingiem, pamiętacie?

Dziś sprawy zaszły już tak daleko, że dojrzałam, mogę śmiało po prostu się pochwalić :-) Spełniłam moje marzenie. Mam swoją własną stronę internetową. Nie bloga na jednym z portali, nie profil na Facebooku. Nie. Swoją własną stronę internetową. A teraz dobra wiadomość. Jeśli czytasz ten artykuł, właśnie na niej jesteś. To moja multilady.pl :-)

 

Strona internetowa multilady.pl to dość młody pomysł, bo ma jakieś dwa lata. A zrodził się, bo interesuję się wieloma dziedzinami życia, o czym bardzo chętnie później piszę. A gdzie tu pisać, w zeszycie? Pewnie, że nie. Jakiś czas wyżywałam się na Facebooku i na blogu, ale tam, wiadomo, ograniczenia. Zawsze coś mi nie pasowało i często stwierdzałam, że ...


I któregoś dnia zdecydowałam. Idę własną drogą. Przygotowania trochę trwały i zapewniły zajęcie kilku osobom.

Tu muszę podziękować Piotrowi z firmy Spero i jego kolegom, Alkowi i hmmm, no właśnie, jak ma na imię Wasz wtedy nowy pracownik? Tomek? Jej, ale poruta ...
Kochani, dziękuję Wam, za poświęcony mi czas i zaangażowanie :-)

Do końca życia nie zapomnę, jak, podczas naszych rozmów na Skypie słyszałam westchnienia niezadowolenia i jęknięcia niecierpliwości, bo znów coś tam sobie wymyśliłam. Albo, jako typowa MultiLady nie zgłębiłam wystarczająco informatycznych tematów. Sama już nie zliczę, ile razy umówiliśmy się wtedy na wódkę, ha, ha :-D

A w dążeniu do celu towarzyszyła mi prawdziwa pasja, radość, spełnienie. SUPER UCZUCIE!!! Moja strona "chodzi" już cztery miesiące. Pierwszy lipca 2014 to oficjalna data jej odpalenia :-) Wielka satysfakcja towarzyszy mi, gdy myślę, że dokonałam tego, spełniłam swoje marzenie.

W kolejce już czekają następne. Podam Wam przykład. Baaardzo chciałabym zaśpiewać kiedyś tą piosenkę. Najlepiej z Tonym Hadleyem. Kto wie, kto wie, w życiu wszystko jest możliwe.


Uwaga, utwór wcale nie jest taki romantyczny, jak można by przypuszczać. Poszukajcie tłumaczenia. W dodatku w tej wersji twórcy wspaniale dobrali zdjęcia. 

A może i Wy opowiecie, jakie są Wasze marzenia? Albo, o tych, które już spełniliście? Nie będę ukrywać, miło mi będzie :-)

Pozdrawiam, spokojnej nocy :-)

Dział: Nasi Pasjonaci
wtorek, 28 październik 2014 13:05

Nie zapomnij :-)

Z każdego miejsca na Ziemi możesz wzbić się wysoko w górę. Wystarczy tylko chcieć, na nic się nie oglądać i ... ZROBIĆ TO.  
                                             


Tak, to nasza dewiza życiowa. Mojego Bossa, moich Trojaczków i moja.

A zdjęcie pstryknęła mi nasza Natalka. Łącznie mamy ze trzydzieści ujęć. Dziecko przeprowadziło sesję z własną matką niczym prawdziwy fotograf. Cierpliwie i profesjonalnie. Jestem pełna dumy, normalnie po brzegi, aż się przelewa. A dziecię fotografuje coraz chętniej. Fajowo. To rewelacyjne uczucie patrzeć, gdy nasze potomstwo robi coś z taaaką pasją.

Pozdrawiam,

piątek, 19 wrzesień 2014 06:56

Moja gitara mnie znalazła

Szczęście niepojęte, znów ją mam. Ukochaną, starą gitarę z moich młodych lat. Ach, jakaż to była pasja, najpierw ćwiczenia w domu, potem muzyka life przy ognisku. I ta atmosfera! A potem rozłąka na długie lata. Teraz znów ją mam, moją gitarę.

Będąc stuprocentową pasjonatką muzyki, jeszcze przed laty zamarzyłam o gitarze. Więc do dzieła. Trzymając kciuki za cenę wybrałam się na zakupy i - jak przez Boga prowadzona - znalazłam taką, jaką chciałam za możliwe pieniądze. Kupiłam, a jakże i jeszcze tego samego dnia z pasją rozpoczęłam naukę. Sama, z książeczki. Biedna jak mysz kościelna nie mogłam pozwolić sobie na lekcje, a i porządne książki swoje kosztowały. Dopięłam swego, nauczyłam się względnie dobrze. Na scenę by nie wystarczyło, ale dla grona przyjaciół było OK. I tak sobie razem żyłyśmy, moja gitara i ja.

 

 

Aż do kilku przeprowadzek. Wtedy gdzieś mi się zawieruszyła. Latka leciały, a ja, zajęta Trojaczkami, Bossem, domem, często wymagająca natychmiastowego snu, o niej zapomniałam. Przypomniałam sobie po latach, gdy znów zaczęła do mnie docierać muzyka. I co? Nie ma gitary. Nikt nie widział, nikt nic nie wie. No do jasnej cholery! Sama jestem sobie winna, mówiłam. I postawiłam krzyżyk. Aż tu nagle taki szok.
- Mam twoją gitarę. - oznajmił któregoś dnia mój tata.
Zaniemówiłam. Powiem Wam, że od lat nie czułam w sercu tak ogromnej radości! Mam wrażenie, że to moja gitara mnie odnalazła. Nie chciała już leżeć u kogoś, kątem w obcym domu, więc dała o sobie znać. Ona, nowe struny i stare śpiewniki. 

 

 

 

 

Muszę wygospodarować trochę czasu i poćwiczyć, oj, dużo i pilnie, a potem ... Co sobie zaśpiewamy?

Ach, jeszcze jedno, z tą MultiLady to chyba trafiłam. Planów mnoży mi się całe mnóstwo, więc nie zdziwcie się, jak od czasu do czasu zadam pytanie albo poproszę o pomoc.

Życzę wszystkim udanego piątku,

Dział: Muzyka i taniec
piątek, 05 wrzesień 2014 08:02

Mój wymarzony wind surfing :-)

Niedawno pisałam o wind surfingu - moim spełnionym marzeniu. To prawdziwa frajda, móc rozwijać jedną ze swoich pasji. Oczywiście wymaga to sporo wysiłku, zaangażowania, a czasem i odwagi, ale ... bez pracy nie ma kołaczy. Zobaczcie, jak obecnie wygląda mój kołacz :-)

Jakiś czas temu, będąc pod wrażeniem własnych osiągnięć, napisałam artykuł o wind surfingu - moim marzeniu od dawna. Kto nie widział, kto nie czytał, zapraszam tutaj. Dziś porównałam stan własnych umiejętności wtedy i kilka dni później. No, no, pochwalę się, jest różnica! Popatrzcie, jakie piękne zdjęcia uczyniła moja córcia :-)

Sama potrafię dobrać sprzęt, prawidłowo go zmontować i wnieść do morza.


Żagiel jeszcze muszę wyciągać z wody, ale już się nie pochylam do przodu. Strach przegnałam na cztery wiatry, nabieram głęboko powietrza i sprawę załatwiam wyprostowana. Mój kręgosłup na pewno dałby mi za to pochwałę :-)


Jadę, ludzie kochani, jadę. W miarę pewnie, w miarę szybko (przynajmniej, jak na mnie). I nie strzelam już banana, nie wypinam tyłka, jak jeszcze niedawno, tylko stoję sobie prosto.


Nawet zwroty mi wychodzą, wprawdzie trochę jeszcze chwiejne, ale nie wpadam już do wody.


Nawet spokojnie się odwrócę i porozmawiam z moją córcią - fotografką. Bez paniki i z uśmiechem :-) Ach, poezja!


Manewry z żaglem też wyglądają duuużo lepiej, niż kilka dni temu. Ćwiczę konsekwentnie, jak nakazał maestro i wiem, że efekty już niedługo.


 Po prostu, ładne zdjęcie :-)


Po dwóch dniach ćwiczeń osiągnęłam wyższy stopień wtajemniczenia. Z mniejszą deską i większym żaglem też sobie radzę. Muszę stwierdzić, że wygląda to nieco bardziej profesjonalnie :-)


Nawet manewry wychodzą mi całkiem, całkiem, choć przyznam, że kilka razy się skąpałam ;-)


Jeszcze popracuję trochę nad pozycją, własną i żagla, a potem, jeśli wystarczy mi odwagi, pojeżdżę sobie trochę szybciej :-)

 


Strasznie się napaliłam na dalsze ćwiczenia. Niektórzy surferzy mówią że nie rozstają się z deską przez cały rok i wcale nie jeżdża do ciepłych krajów. Już się rozglądam za dobrymi duszami, które może użyczą mi tego i owego. A jak jeszcze trochę poćwiczę, pokażę Wam, czego się nauczyłam :-)

Ślę Wam serdeczne pozdrowienia,

Dział: Sportowo żyć
środa, 05 marzec 2014 15:44

Multi Pasjonatka - pierwszy krok

Jestem multi pasjonatką konsekwentnie kochającą życie. Szczęśliwe, ciekawe, pełne optymizmu. Poznając jego smaki odnalazłam więcej pasji, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. W Naszych pasjach o wszystkim Wam opowiem.

Za dawnych czasów postępowałam tak, jak większość ludzi często mawiając:
- Chciałbym nauczyć się tańczyć.
- Marzę o lataniu.
- Chętnie założyłabym własną firmę.
... plus wiele innych opcji.
I co? Sęk w tym, że nic. Życie płynęło sobie dalej, ja konsekwentnie marzyłam, a czas uciekał.  

Kiedyś, będąc służbowo w Warszawie spotkałam chłopaka zafascynowanego paralotniarstwem i nurkowaniem. Piotr. Każdą wolną chwilę spędzał niczym ptak, obserwując świat z powietrza, a każdy urlop pod wodą, podziwiając rafy i kolorowe rybki. Gdy opowiadał o swoich przeżyciach, odczuciach, wspomnieniach, aż promieniał radością, pozytywna energia, poczucie samospełnienia, a ja miałam wrażenie, że towarzyszę mu w każdej z relacjonowanych wypraw. Czułam, że kocha życie. Ja też je kochałam, ale jakoś tak inaczej, nie tak, jak on, nie tak, jak tutaj... 

- Wiesz co, zazdroszczę ci. - powiedziałam po wysłuchaniu jego opowieści. - Gdy opowiadasz o swoich pasjach, widzę, jak bardzo cię uszczęśliwiają. Aż promieniejesz.
- To fakt, bez latania i nurkowania nie potrafiłbym już żyć. A ty, czym zajmujesz się poza pracą?
Tak, choć to może trochę śmieszne, było to dla mnie trudne pytanie.
- Właśnie widzę, że niczym. Lubię chodzić do kina, trochę podróżuje, poza tym czas jakoś przecieka mi przez palce.
- Trochę mnie to dziwi. - skomentował Piotr po chwili zastanowienia - Jesteś bardzo optymistyczną osobą, bije z ciebie radość życia. Pytanie brzmi, dlaczego go nie zasmakujesz? Wsłuchaj się w siebie i odkryj to, co sprawia, że twoje serce mocniej bije.
- W sumie to wcale nie muszę się wsłuchiwać. Już teraz to wiem. - odpowiedziałam jednym tchem, a Piotr popatrzył na mnie pytająco i jednocześnie wyczekująco.
- Kocham konie. Mój dziadek był ułanem i pewnie w genach przekazał mi miłość do nich. Marzę o jeździectwie, wyprawach po lasach, wieczornych ogniskach na polanach i pławieniu się w jeziorach.
- Caro, a co stoi na przeszkodzie?
- Nic.
- Eee, picujesz!!! - Piotr roześmiał się na całe gardło - Nie ma żadnych przeszkód, a ty nic nie robisz? Dziewczyno, życie jest za krótkie, by tak je marnować. Odważ się wreszcie, najtrudniejszy pierwszy krok. Inaczej umrzesz nie wiedząc, że w ogóle żyłaś.
Długo jeszcze rozmawialiśmy. Piotr opowiadał o wszystkim, czego próbował plus jeszcze o swoich kolejnych planach, a ja? Zastanawiałam się, czego chciałabym spróbować. I przez cały ten czas po głowie kołatało mi się jedno zdanie.

ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE, BY TAK JE MARNOWAĆ. DZIEWCZYNO, ODWAGI! NAJTRUDNIEJSZY PIERWSZY KROK!

 

W kolejnym tygodniu zapoznałam się z jeździecką ofertą Poznania i okolic, a w sobotę rozpoczęłam naukę jazdy na koniu. Lisa, ogromna, siwa klacz, której wtedy dosiadałam i pan Bogdan - mój instruktor na zawsze pozostaną w moim sercu, a wieloletniej końskiej przygody, którą rozkoszowałam się później nie zapomnę do końca życia. 

Piotr, nasza znajomość nie trwała długo, a mimo to tak wiele we mnie zmieniła. Pomogłeś mi otworzyć się na życie i na wszystko, co mogę z niego czerpać. Wcześniej tylko siedziałam i przypatrywałam mu się z boku. Teraz, po latach jestem życiową multi pasjonatką. Piotr, gdyby nie Ty, może do teraz tak bym sobie siedziała. Mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz moje słowa. Dziękuję Ci.

Kochani, kto jeszcze tego nie zrobił i podobnie jak ja kiedyś siedzi zatopiony w swoich marzeniach, wszystkich Was zachęcam. Odważcie się, najtrudniejszy pierwszy krok. Sami zobaczycie, jakie wspaniałe jest życie.

A tak przy okazji, chciałabym kiedyś zaśpiewać piosenkę pani Edyty Geppert "Kocham Cię, życie", tak z serca, z samej głębi duszy. Tylko najpierw ktoś musiałby mi trochę pomóc w kwestii głosu, ha, ha :-)

Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Nasi Pasjonaci

Styl życia - TOP 5

  • A bombki wciąż wiszą

    A bombki wciąż wiszą

    Są zwyczaje i tradycje znane na całym świecie, są regionalne, popularne tylko na danym obszarze,...

  • Boso, ale w ostrogach

    Boso, ale w ostrogach

    Czasami przeglądamy magazyny o bogaczach i zastanawiamy się, skąd mają aż tyle pieniędzy. Aktorzy,...

  • Prezent na ... urodziny

    Prezent na ... urodziny

    Święta Bożego Narodzenia już niedługo, ale to wcale nie o nich, tylko o prezencie urodzinowym, imieninowym...

  • Pomysł na prezent

    Pomysł na prezent

    Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej i znów pojawia się jeden malutki problem. Jakie prezenty...

  • Ognisko wielkanocne

    Ognisko wielkanocne

    Wiele krajów w Święta Zmartwychwstania Pańskiego celebruje różnorodne obrzędy. Jedną ze starych,...

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next