poniedziałek, 23 listopad 2015 11:51

Czas na rozstanie

Wszyscy lubimy ładne, zadbane dłonie, w dodatku wiele z nas nie wyobraża sobie życia bez wypielęgnowanych, barwnych paznokci. A do nich niezbędny jest lakier. Uwielbiamy je, kupujemy, użyjemy raz (albo wcale) odstawiamy do szafy i ... tak sobie tam stoją. Pytanie brzmi: Co dalej?

Niemal każda malująca paznokcie kobieta to zna. Choć w domu czekają na nią dziesiątki lakierów do paznokci, często kupi nowy. Mało tego, wiele z nas przyznaje, że niektórych z nich nigdy jeszcze nie użyło. Kiedyś trzeba powiedzieć STOP i te buteleczki, które stoją nieruszane po prostu wyrzucić.
 


Wbrew pozorom to bardzo łatwe. Część po lewej stronie zostaje, a ta po prawej wędruje do śmietnika. Bezlitośnie i zdecydowanie. To te lakiery, które bezustannie odpryskują, dawno już wyschły, albo po prostu nam się nie podobają. Przestańmy się oszukiwać, już ich nie użyjemy, za to zyskamy miejsce na nowe. W dodatku przez jakiś czas łatwiej będzie zdecydować, którym dziś pomalujemy paznokcie. Same plusy, więc Drogie Panie, sprzątamy :-)

Pozdrawiam,

czwartek, 12 listopad 2015 11:49

Przerwa w czasie

Każda kobieta ma tyle planów, postanowień, zadań do wykonania, z optymizmem patrzy w przyszłość i wierzy, że wszystko odfajkuje. Zgodnie z planem. Ale życie wie swoje, czasami podstawia nam nogę, a nasz misternie ułożony plan idzie się paść. Któż tego nie zna? Każdy zna.

Ano właśnie, każdy. Znam i ja. Nawarstwiło się tego i owego, co zaowocowało długą przerwą w aktywnościach MultiLady. A czasu nie oszukasz, biegnie swoim rytmem i nie zwolni ani na chwilę.

 

 

Tak oto mamy już listopad, za chwilę Mikołaj, Boże Narodzenie i Nowy Rok. Mówta, co chceta, szkoda mi tego czasu. I tak oto po przeorganizowaniu ruszamy pełną parą. Bardzo lubię to uczucie. Głowa pełna pomysłów, energii pod dostatkiem, a słońce świeci wszędzie. Tego właśnie życzę i Wam.


Serdecznie pozdrawiam,

wtorek, 09 wrzesień 2014 00:25

Niepowtarzalny prezent dla mężczyzny

Sama już nie wiem, jak często łamałam sobie głowę fajnym pomysłem na prezent dla mężczyzny. A raczej jego brakiem. Ile razy można podarować książkę, albo krawat. Dla żartu mogłyby być skarpetki w pakiecie na cały rok, ale to wręczaliśmy jubilatowi ostatnio. Myślałam, myślałam i wymyśliłam.

Lubię, gdy prezenty związane są z obdarowywaną osobą, choć ewentualnie może być coś uniwersalnego. Nasz ostatni obdarowany nie nosi krawatów, skarpetki dla żartu już dostał, książki kupuje sobie sam, dobre wino wypije i zapomni, zapachów ma pół szafy i zrób coś. A urodziny coraz bliżej. Wiedziałam, ze chłopak lubi markowe produkty, których też trochę ma, więc zakup czegoś takiego to żadna atrakcja, a po kieszeni uderzy i to solidnie. Trochę się pozastanawiałam i wymyśliłam. A co, w końcu MultiLady ;-)

Unikatowe, super markowe spodenki Najki. Nie, wcale nie Nike, właśnie Najki. A unikatowe, bo własnoręcznie podrasowane. Zobaczcie, to łatwe.

Kupujemy dwie pary spodenek, te nabyłam w Lidlu.

 


Przygotowujemy projekt tylko dla jednej pary.

 

 

 


Wykonujemy projekt. Okazało się, że jeszcze umiem haftować ściegiem łańcuszkowym :-)

 


Gotowe! Zobaczcie, jakie piękne!

 

 

 


Teraz pakowanie. Dla efektu zaskoczenia i podniesienia wartości naszego unikatu dodałam karteczki.

 


I gotowe.

 


Nasz jubilat był zaskoczony, bo czegoś takiego jeszcze w życiu nie dostał. Po czasie oświadczył, że jego koledzy też chcieliby takie spodenki i czy bym im nie zrobiła. Nie, nie zrobiłabym, bo to unikat, przygotowany tylko dla niego.

Piękny prezent, a ja myślę nad następnymi i kilka nawet już mam :-) A co, w końcu MultiLady ;-)

Pozdrowionka,

sobota, 26 lipiec 2014 21:26

Zakupy dla dzieci

Każda mama stara się, jak może, by jej dzieci miały wszystko, czego potrzebują. Chodzi, szuka, biega na zakupy, a i tak często nie znajdujemy tego, co właśnie jest potrzebne.  Wiem, znam ten ból, ale ... Drogie mamy cieszcie się, że nie kupujecie dla Trojaczków.

Nie dalej, jak dziś pojechałam na zakupy. Pięknie, poprzeceniane buty, z dodatkową, sobotnią zniżką. I co? No do jasnej cholery! To, co zawsze. Stałam między półkami z dwoma parami w ręce. A ja mam Trojaczki! Trojaczki! Więc czy raz w życiu nie mogę ot, tak po prostu kupić trzech par? Jednak najbardziej lubię promocje w Aldim albo Lidlu, wtedy z reguły się uda, ale muszę kupić więcej, z uwagi na różnice rozmiarowe. I zakupy butów dla Trojaczków wyglądają wtedy tak:

 

Nawet nie wiecie, jakich komentarzy czasami wysłuchuję, gdy połowę z tego oddaję. To co, że tak się umawiałam.
- Jak można kupić na raz tyle butów? - padają pytania kasjerki.
Nawet odpowiadać mi się nie chce.

Drogie Mamy, Drodzy Ojcowie, jeśli nie uda Wam się od razu kupić dla Waszych pociech wszystkiego, może pocieszy Was, że są i tacy, którzy mają dużo gorzej. Wszystko razy trzy w tym samym rozmiarze. Ale co tam, ładnych parę lat już sobie poradziłyśmy, więc poradzimy i dalej :-)

Dobrej nocy, pozdrawiam,

środa, 23 lipiec 2014 21:19

Coś optymistycznego

Najpierw tak ogólnie. Gdy nas życie sponiewiera, warto poszukać sobie jakąś motywację, coś, co na nas dobrze wpłynie. Spacer to taka moja sprawdzona metoda, bo snując się bez celu po wsi, miasteczku albo nad rzeką zawsze znajdę coś godnego uwagi.

Jak każda kobieta miewam trudniejsze dni. Był, a jakże, nawet dwa, wczoraj i dziś. Codzienność przeładowana po brzegi nałożyła się z przyjacielem w szpitalu, drobnym wypadkiem rowerowym Trojaczków, który, dla pewności też skończył się w szpitalu, na kontroli oraz z kiepsko przespaną nocą. Skutkiem dobicia powlokłam się na spacer, a właściwie na ciągnięcie za sobą skrzydeł. I co wypatrzyłam? A takiego oto gościa, który rozweselił mnie na dobre.


Przechodziłam tędy ze sto razy i nigdy nawet nie zauważyłam hydrantu, a co dopiero uśmiechu. Marzycielka z głową w chmurach. Za rogiem czekała następna motywacja, rewelacyjny pomysł sąsiadów, tym razem pełen i ozdobiony :-)


Piękne serce i jakie ciepłe! Humor mi się poprawił, o tak, zdecydowanie. Wiecie co? Jeśli tylko zechcemy je zauważyć, los zawsze ześle nam takie małe motywacje. Dobrej nocy, idę spać.

Pozdrawiam,

piątek, 04 lipiec 2014 21:24

Halo, halo. To ja ... !!!

Nie zrobię, za jasną cholerę nie zrobię tego, co ta baba chce. Dokładnie tak myśli wielu mężczyzn. A jednak czasami bywa, że zrobisz, kochasiu, zrobisz.

A było to tak.

Któregoś piątku, szczęśliwa, że wreszcie wywiązałam się z obowiązków każdej MultiLady zasiadłam do pracy. Wciąż jeszcze zadowolona, że zakupy mam za sobą, wszystko wypakowane, posortowane i poukładane, a chata względnie posprzątana otworzyłam laptopa i ... dzwonek do drzwi. Nie, przecież to nie może być prawda, żadna kobieta i żaden mężczyzna nie będą mi teraz przeszkadzać, nie otwieram. Ale ruszona jakimś przeczuciem otworzyłam. Przed drzwiami stała Ania, moja przyjaciółka uryczana, jak siedem nieszczęść.
- Ja nie mogę, co się stało? - spytałam.
- Kłótnia na cztery fajerki! - warknęła zła - Ja tego nie wytrzymam! Mogę wejść?
Weszła, jak każda normalna kobieta od razu do kuchni i stanęła oparta o szafki.
- Mów, co się stało. - poprosiłam.
- Mój chłop i ja od lat kłócimy się o bezpieczeństwo. Ja zawsze wszystkiego pilnuję, wszystko zamykam, a on, ten debil, za jasną cholerę.
- No to faktycznie średnio. A o co poszło tym razem?
- No do jasnej kurwy nędzy!!! - wrzasnęła naprawdę rozjuszona - Znów nie zamknął drzwi tarasowych. Każdy mógł wejść do domu, bo zostawił je tak.


- Jasna pogoda! - sama się trochę zaniepokoiłam - Przecież ostatnio było w okolicy kilka włamań.
- No właśnie, ale on ma to w D. Baba nie będzie mu mówić, co ma robić. I sama powiedz, co teraz? Normalnie boję się spać we własnym domu.
- A wiesz, mam pomysł. Słuchałam ostatnio świetnego kabaretu. Jeden ze skeczy dotyczył oryginalnych i dowcipnych dzwonków do telefonów. Uważam, że trzeba do niego zadzwonić, najlepiej teraz, do pracy i zapodać kilka powtórzeń takiego tekstu, z wystylizowaniem na sygnał dzwonka.
- Jaki tekst chcesz powiedzieć?
- Niespodzianka. - zaśmiałam się chytrze.
- A wiesz co, wszystko mi jedno. Dzwoń. Czy zadziała, nie wiem, ale dowcip jest całkiem, całkiem.
Zadzwoniłam. Odebrał.
- Firma ABC, Jan Kowalski, słucham.
- Halo. Halo. To ja. Twój prywatny włamywacz. - rozpoczęłam grubym głosem, mając gdzieś, czy mnie rozpozna - Zostawiłeś dla mnie otwarte drzwi. Skończony idioto! Zwędziłem wszystkie twoje telewizory i jak teraz obejrzysz mecz?
- Halo. Halo. To ja. Twój prywatny włamywacz. - tym razem głos był wysoki i piszczący - Zostawiłeś dla mnie otwarte drzwi. Skończony idioto! Podpieprzyłem twój wypasiony ekspres do kawy, więc o cappuccino możesz se pomarzyć.
- Halo. Halo. To ja. Twój prywatny włamywacz. - tym razem coś jak kaczor Donald - Zostawiłeś dla mnie otwarte drzwi. Skończony idioto! Pozbyłeś się laptopa i tableta, więc zapomnij o randkach w necie.
- Halo. Halo. To ja. Twój prywatny włamywacz. - znów gruby głos - dziś też nie zamykaj drzwi, skończony idioto, to na pewno przyjdę. Halo, halo ...
Odłożyłam.
- Ja nie mogę, - śmiała sie Ania - ale będzie afera.
- No to co. Wymyśl coś, co go zaskoczy. No i ciekawe, czy zamknie drzwi.

Jak do tej pory pan mąż zamyka. Ania często mu przypomina, a on już nie marudzi, że baba mu tu nie będzie. Więc jednak można, kochasiu, można. Czy mnie poznał, nie wiem. To chyba nie aż takie ważne. A z Halo, halo. To ja. Twój to czy tamto ułożyłam już kilka dowcipów. Mój Boss porządnie się naśmiał. Za parę dni Wam napiszę.

Pozdrawiam śmiejąco,

czwartek, 19 czerwiec 2014 15:07

Opieprz w dwie strony

Gdy kobieta i mężczyzna mają w tej samej sprawie różne zdania, często wybucha kłótnia. Można jej uniknąć, gdy się chce, wie, zna i całe jeszcze mnóstwo porad. Mój Boss i ja polecamy ... milczenie - to ono jest złotem i dowcip. A było to tak.

Któregoś wieczora mój Boss mnie opieprzył. Po raz trzeci nie pasowało mu coś, co mi pasowało i po raz trzeci nie wytłumaczył mi powodów tego niepodobania. W zamian za to opieprzył. W odpowiedzi odpieprzyłam mu się z zaangażowaniem porównywalnym do jego, ...

 

... ale krócej i opuszczając pokój życzyłam miłego, samotnego wieczora.

Na drugi dzień całą rodziną wybraliśmy się na letni wypad. Jak każda normalna kobieta i każdy normalny mężczyzna, po takiej kłótni oboje milczeliśmy. Przyznam jednak, że szkoda mi było czasu na takie humory. Bossowi też. Haczyliśmy o siebie wzrokiem, chrząkaliśmy, posyłaliśmy potajemne uśmieszki.
- Niepotrzebnie się wczoraj uniosłeś. - oświadczyłam wyrazem twarzy małego Liska Chytruska - Doprowadziłeś do kłótni i niesprawiedliwie mnie wyzwałeś.
- Ty też się uniosłaś i też mnie wyzwałaś. - bronił się Boss.
- Ale ty pierwszy. I perfidnie zaraziłeś mnie nerwami.
A to ci dopiero dowcip! Śmiech i Bossa i mój.

W drodze powrotnej uskutecznialiśmy żarty wymagające podniesionego głosu.
- Mamuś, ty się tak nie irytuj. - upomniała mnie Nadin.
- Słoneczko, jaka tam irytacja. Ja tylko zaraziłam się od tatusia nerwami.
Śmiech ogólny.

Teraz, gdy tylko wyczuję, że kłotnia za rogiem, zawsze mogę powiedzieć, ze śmiechem, rzecz jasna:
- Tylko znów nie zarażaj mnie nerwami.
Gwarantuję, że wybuchniemy śmiechem. A wszystkiemu winny taki sobie mały, zaraźliwy dowcip :-)

Pozdrowienia Wam ślę,

piątek, 13 czerwiec 2014 23:28

Moje piłkarskie początki

Jak każda normalna kobieta nie lubiłam piłki nożnej. Kiedyś, bo teraz bardzo, ale taką na dobrym poziomie. A wszystko zaczęło się od finałowego meczu na MŚ w Afryce Południowej cztery lata temu.

Nie śledziłam tych mistrzostw. Zresztą, jak żadnych i w ogóle żadnych meczów. Nuda, myślałam, grupa dobrze wytrenowanych sportowców ugania się za piłką. Jednak mecz finałowy poprzednich Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej postanowiłam obejrzeć. Nie byłam w swym postanowieniu osamotniona, w dodatku mój Boss i ja zaprosiliśmy na tą okoliczność gości w takiej ilości, że nie było gdzie siedzieć.


Holandia grała przeciwko Hiszpanii. Wszyscy byliśmy za Holandią, oczywiście ja również. Mam tam rodzinę, przyjaciół, znajomych, w dodatku podoba mi się ten kraj, jest taki czysty, zadbany. Niestety, Holandia meczu nie wygrała i wróciła do domu pokonana. Tak, czy siak, ekscytowaliśmy się do granic możliwości. Spotkaniu towarzyszyła rewelacyjna wprost atmosfera, a gdy się skończyło, poczułam niedosyt. Chcę jeszcze, myślałam. A tu nic, lato i przerwa w piłce, przynajmniej dobrej. Trudno, odczekałam.

Za chwilę miną cztery lata, odkąd wraz z moim Bossem śledzę wybrane rozgrywki, a konkretnie Ligę Mistrzów, Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Świata. Mój Boss jest wniebowzięty, bo zdarzyło mi się nawet zagiąć któregoś z jego kolegów lub wiedzieć to, czego panowie nie wiedzieli. 

- Skąd tyś ją wytrzasnął? - pytali, gdy myśleli, że nie słyszę ;-)

Żaden tam ze mnie wielki ideał, nic z tych rzeczy, jednak w tej kwestii poważnie zaplusowałam. Bez względu na to, po prostu uwielbiam cieszyć się, gdy drużyna, której kibicuje strzeli gola. O, tak, jak tutaj cieszył się Stefan de Vrij,

Stefan de VrijStefan de Vrij 

strzelec trzeciego gola w dzisiejszym (właściwie już wczorajszym) meczu ... Holandia - Hiszpania. A o meczu napiszę Wam za parę godzin.

Pozdrawiam, dobrej nocy,

Dział: Troszkę o mnie
poniedziałek, 26 maj 2014 15:42

Takie małe grzeszki, ...

... które wszyscy popełniamy. O ile wiem, nie tylko każda kobieta, również każdy mężczyzna. Gdzieś w ukryciu, po cichu, gdy nikt nie widzi (teoretycznie), trochę sobie powyżerać. Ach, poezja :-)

Parę dni temu, po raz kolejny, pewnie tysięczny z rzędu, piekłam cudowny multi placek. Tym razem z rabarbarem i kruszonką. Zawsze, gdy wyciągam ciasto z piekarnika, analizuję, które kruszonkowe kuleczki podkradnę, gdy tylko trochę ostygną. Sami zobaczcie, za nic w świecie nie można ich zostawić w spokoju. Aż proszą się o degustację. A to przecież nie wielki grzech ;-)


A jakże, podkradłam, w dodatku dużo więcej, niż tylko jedną kuleczkę. I jak zawsze była to multi tajemnica, o której pewnie wszyscy wiedzą. 

Drugi mały grzech wszystkich to wyrównywanie ciasta. Znacie to? Oczywiście też jest tajemnicą, ale tym razem uzasadnioną. Jakkolwiek kradnięcie kruszonki jest grzechem samym w sobie, troskę o krzywo ukrojone ciasto zaliczyć można do dbania o estetykę albo dążenia do perfekcjonizmu, lub też przygotowania rodzinie komfortowych warunków spożycia. W dodatku bez względu na to, czy działaniu towarzyszy tajemnica, czy nie.


Aaa, i co ważne, kruszonka szybko się kończy, a ciasto można wyrównywać w nieskończoność.

Niejedna kobieta i niejeden mężczyzna, po takim złodziejstwie wkurza się na siebie. Bo znów pochłonęliśmy coś tam po cichu, w multi tajemnicy przed rodziną, a przede wszystkim przez dziećmi. Mało tego utyjemy, a lato stoi na progu.


Wiecie co? Nie wkurzajmy się. Zamiast tego proponuję spacer. W końcu aż tyle nie nakradliśmy, ani kruszonki, ani ścinków ciasta. A ile jest do podziwiania ... O, bardzo porszę.


Pięknie jest, a w tajemnicy możemy trzymać inne grzeszki, ale o tym sza ...

Kochani, pozdrowienia, idę piec ciasto,

niedziela, 13 kwiecień 2014 20:51

Ziemniaczki i jajeczko z paróweczką

Dziś przepis na danie, które lubi cała moja rodzina. Nie do wiary, pięć osób przy stole i wszyscy chętnie zjadają taki obiad. Ziemniaczki i jajeczko z paróweczką. Życzymy smacznego.

Czy są kobiety, które nie znają tego problemu? Chyba nie. Żadna z nas nie dysponuje multi szerokim wachlarzem dań obiadowych, które lubi cała rodzina. Zawsze ktoś się wyłamie, bo ryż to nie, kotlety tylko bez panierki, a o warzywach w ogóle nie ma mowy. Znamy, a jakże, znamy to wszystkie. Jednak kilka uniwersalnych przepisów się znajdzie. U nas jest to danie proste i dobre. Ziemniaczki i jajeczko z paróweczką. Powiecie, że parówki są niezdrowe i nie ma w nich ani grama mięsa. Prawda, ale szynki, kiełbas i wszelkich wędlin też nie powinniśmy dotykać.

 

Wiele mam spyta: 
- A gdzie warzywa?
Odpowiem szczerze:
- W sklepie. Moje dzieci nie lubią prawie żadnych. Przemycam je sposobem, jak mi się uda, albo zastępuje owocami.
Ponoć i jajka są niezdrowe. Może i tak, ale lekarze mówią, że dwa w tygodniu wolno, więc jedno odhaczamy właśnie tu. I basta, kropka, finito, nie damy się zwariować, za to będziemy cieszyć się pysznym obiadkiem. W dodatku multi łatwym :-) A tutaj przepis:

Ziemniaczki i jajeczko z paróweczką

Składniki - niedużo i niedrogo
ziemniaki
mleko
masło
kilka cienkich parówek winerek
jajka, tyle, ile osób
sól

Przygotowanie - i tutaj bez filozofii
Trochę czasu zajmuje nam tylko przygotowanie ziemniaków, które obieramy ze skórki i gotujemy w osolonej wodzie. W międzyczasie kroimy parówki w kawałki długości ok. 3 cm i na obu końcach robimy nacięcie w kształcie krzyżyka. Tak przygotowane parówki podsmażamy na niedużym ogniu (albo mocy). Równocześnie zagotowujemy mleko do duszonych ziemniaków. Ziemniaki można podać również w kawałkach, z kawałkiem masła, dla nas są jednak trochę za suche.

Gdy ziemniaki są już prawie miękkie, rozgrzewamy patelnię do jajek sadzonych. Te wbijamy zaraz przed odcedzeniem ziemniaków. Przed duszeniem dodajemy do nich kawałek masła, a pod koniec duszenia gorące mleko bez korzucha. Gdy jajka sadzone się usmażą, można podawać. Życzymy Wam smacznego.

Pozdrawiam serdecznie,

Dział: Obiadkowo
Strona 1 z 2

Nasze dzieci - TOP 5

Najnowsze artykuły

  • Niespodzianka z marketu

    Niespodzianka z marketu

    Każda mama cieszy się na prezenty - kosmetyki otrzymane od dzieci, ale ... często ich nie używa....

  • Uwaga na takie przypadki

    Uwaga na takie przypadki

    Robimy coś ostrym narzędziem, ostrożnie, tak, jak zawsze. Nagle CIACH! Zacięliśmy się. Trudno....

  • Lakier bez odprysków

    Lakier bez odprysków

    Dziewczyny, znacie to? Siedzimy, robimy sobie piękny manicure, lakierujemy paznokcie ulubionym kolorem,...

Polecamy


Previous
Next